Avatar

Babygirlsweetabdl

miesiąc temu

Rodzina Rabatków: Artur i Spółka
Cynia: Bardzo mi przykro. Nie możesz wyjść na dwór, przemókłbyś do suchej nitki.
Stokrotek: Znudziła mi się zabawa w domu! Ja chcę na dwór!
Cynia: Znajdź sobie jakieś zajęcie, Stokrotku. Masz tu tyle zabawek. Popatrz, tata naprawił kolejkę. Stokrotek: Nie chcę się bawić kolejką! Chcę wyjść na dwór z Królisiem!
Cynia: Dzisiaj nic z tego, Stokrotku! Proszę, zawołaj wszystkich na obiad. Czas coś zjeść. No już!
Cynia: Ostrożnie, gorące.
Różyczka: Pycha! Gulasz marchewkowy z serem, mój ulubiony.
Stokrotek: Nie chcę tego, nie lubię – mówi Stokrotek ze złą miną. Wszyscy ze zdziwieniem patrzą na Stokrotka.
Cynia: Jak to? Zawsze bardzo ci to smakowało. Podaj talerz, skarbie. Narcyz: Stokrotku, jeszcze chwila i pójdziesz do swojego pokoju!
Stokrotek: Powiedziałem, że tego nie lubię. Ohyda! – (pokazuje język). – Ble! Nie lubię gulaszu, nie cierpię gulaszu!
Narcyz: Dość tego! Miarka się przebrała. Marsz do swojego pokoju. Wróć, jak się uspokoisz! (Wszyscy przy stole patrzą ze zdziwieniem, jak Stokrotek idzie na górę do swojego pokoju).
Cynia: Jest niegrzeczny, bo musi siedzieć w domu. Od tygodnia bez przerwy leje.
Narcyz: Poziom wody w rzece bardzo się podniósł.
Różyczka: Bratku, jesteś pewny, że Kapitan Broda nie miał narzeczonej? To dziwne.
Bratek: Już ci mówiłem, nie miał… Znam tę książkę na pamięć. Nie było żadnej narzeczonej.
Cynia: Ooo... Przestało padać.
Narcyz: Tak, ale słuchajcie. Ptaki nie śpiewają, ucichły... Najgorsze przed nami.
Stokrotek: Lalalal.
Różyczka: A ty dokąd się wybierasz? Stokrotek: Przestało padać, więc wychodzę na dwór.
Narcyz: Nigdzie nie pójdziesz, Stokrotku. Zamknij drzwi!
Stokrotek: Ale dlaczego nie mogę wychodzić, kiedy pada, a kiedy nie pada, też mi zabraniacie! Ja chcę na dwór! Nigdy mi na nic nie pozwalacie!
Cynia: Narcyzie, niech wyjdzie na chwileczkę.
Narcyz: Nie. To zbyt niebezpieczne! (Stokrotek chowa się za schodami i pokazuje język, po czym po chwili ucieka z domu).
Narcyz: Pomóżcie mi, dzieci. Musimy zabezpieczyć wszystkie okna i drzwi. (Artur prowadzi Stokrotka pod drzewko, żeby się ukryć przed deszczem).
Artur: Mam na imię Artur.
Stokrotek: A ja mam na imię Stokrotek.
Artur: Rodzice wiedzą, gdzie jesteś? Stokrotek: Nie, nie wiedzą. Mój tata i ciocia Cynia są w domu z moimi braćmi i siostrą. Jest nas pięcioro.
Artur: Serio?
Stokrotek: Aha.
Artur: Fajnie. Ja jestem jedynakiem. Stokrotek: Ooo... Rodzice zajmują się tylko tobą... Masz rodziców, prawda? Artur: Tak, jasne. Romana i Stellę. Stokrotek: Jak to? Nie nazywasz ich mamą i tatą?
Artur: Nie. Chcą, żebym mówił do nich po imieniu, zupełnie jakbyśmy byli kumplami.

Cynia: To maleństwo na pewno bardzo się boi... Stokrotku?... Stokrotku? Coś się stało. Nie ma go w pokoju.
Stokrotku!
Różyczka: Stokrotku!
Koniczynek: Stokrotku?
Narcyz: Dość zabawy, Stokrotku! Przestań się chować, wyjdź wreszcie!
Cynia, patrząc przez okno, zaczęła płakać.
Artur: No już, spokojnie. Nie bój się.
Stokrotek, płacząc, mówi: Wcale się nie boję.
Jeśli kumplujesz się z rodzicami, to pewnie możesz robić to, na co masz ochotę, co?
Artur: No tak.
Stokrotek: Ojej! Na zagon marchewek, ale ty masz szczęście! Chociaż moja rodzina też jest fajna.
Ciocia Cynia zawsze się ze mną bawi.
Artur: Ja zawsze bawię się sam.
Stokrotek: Mój tata często mnie karmi.
Artur: Ja sam zdobywam jedzenie.
Stokrotek: Na każde urodziny dostaję wielki tort i prezenty.
Artur: A ja muszę przypominać o tym, że mam urodziny.
Masz bardzo miłą rodzinę.
Czym zajmuje się twój tata?
Stokrotek: Jest wielkim wynalazcą.
A twój tata?
Artur: A mój jest... odzyskuje rzeczy.
Stokrotek: Więc pewnie zgromadził już sporą kolekcję?!
Artur: No tak... Słuchaj, chyba już nie pada.
Nareszcie wyszło słońce.
Cynia: Narcyzie, nigdzie nie możemy znaleźć Stokrotka.
Narcyz: Gdzie on się podział? Musiał się wymknąć przed ulewą.
Różyczka: Ojej, tato, ciociu, chodźcie zobaczyć! To okropne... Rzeka wylała!
Narcyz: Nie martwcie się. Wrócimy ze Stokrotkiem.
Stokrotek: Eeee... Artur mówił, że żeby płynąć w lewo, trzeba wiosłować z prawej strony, a żeby płynąć w prawo, trzeba wiosłować z lewej. A jak popłynąć prosto?
Bławatek znajduje Stokrotka przez lornetkę.
Bławatek: Tato? Widzę go! Jest przed nami!
Narcyz bierze na ręce Stokrotka i mówi:
Narcyz: Stokrotku!
Stokrotek: Tatusiu, tak za tobą tęskniłem.
Narcyz: Stokrotku, martwiliśmy się. Nic ci nie jest, synku?
Stokrotek: Nie, ale wiesz, tato, bardzo, bardzo się bałem.
Narcyz: Widzisz, jakie to ważne, żeby słuchać taty.
Stokrotek: Tak, tato.

#opowiadanie #ucieczka #powodz #nowyprzyjaciel #wrona